| Podróż w czasie - Rumunia 2007 |
|
|
|
| Autor: Dominika Gratkowska | |
| 03.06.2008. | |
|
Znaliśmy Rumunię z relacji oczarowanych nią przyjaciół z sekcji, artykułów w „Jaskiniach” i historycznych już niemal filmów video z wypraw dowodzonych przez Sławka Zagórskiego, a w radycyjnych kwestiach turystyczno – krajoznawczych posiłkowaliśmy się odziedziczonym w spadku przewodnikiem Burcharda z 1968 roku… Chyliliśmy czoła przed największymi w Europie portalami jaskiniowymi, skomplikowanymi systemami podziemnych rzek, bogactwem form krasowych, mnogością białych plam na kartach eksploracji… Ten chaotyczny konglomerat faktów i mitów sprawiał, iż jawiła nam się jako dziewiczy jeszcze, nieosiągalny rejon jaskiniowy, a jednocześnie pełen anachronizmów i sprzeczności kraj o niezwykle bogatej, sięgającej daleko w przeszłość kulturze.
Warto zobaczyć też: Foto Rumunia 2007 Jej akces do Unii Europejskiej stał się katalizatorem naszego wyjazdu – postanowiliśmy poznać choćby niewielką cząstkę prawdziwej Rumunii, zanim – wzorem Chorwacji – osiągnie status rutynowej atrakcji turystycznej, a turyści staną się dla autochtonów złem koniecznym… Celem naszej podróży stał się masyw Bihor w Górach Apuseni – Karpatach Zachodniorumuńskich, a termin wyjazdu zaplanowaliśmy z premedytacją na koniec czerwca, czyli ostatnie dni poprzedzające okres największych upałów przy stosunkowo niskim poziomie wody. W ciągu ośmiu dni, spędzonych początkowo w paraletniskowej miejscowości Satul de vacanta Boga, skąd uskutecznialiśmy wypady na płaskowyż Padis, a następnie w niewielkiej mieścinie Garda de Sus na pograniczu regionów Bihor i Alba, skąd kilka kroków dzieliło nas od „podziurawionej” na wylot doliny Garda Seaca, zwiedziliśmy jaskinie (mniej lub bardziej szczegółowo): Cetatile Ponorului, Piatra de la Zapodie, Pestera Hodobana, Coiba Mare, Pestera Getharul Scarisoara, Avenul din Sesuri. Niestety jaskinia, z którą wiązaliśmy najwięcej emocji – Pestera de Sub Zgurastie – postanowiła w tym roku nie udostępniać nam swoich bajkowych ponoć korytarzy… W tym miejscu osoby zainteresowane informacjami technicznymi dotyczącymi w/w, przepięknych jaskiń pragnę odesłać do profesjonalnych i dość szczegółowych opisów na stronach zaprzyjaźnionych klubów jaskiniowych, dla których wyjazdy do jaskiń rumuńskich stanowią chleb powszedni. My równolegle poddawaliśmy się niezaprzeczalnemu urokowi rumuńskiej „powierzchni”… Odnosiliśmy wrażenie, że cofamy się w czasie o kilkadziesiąt lat; na każdym kroku uderzał dysonans pomiędzy obrazem rzeczywistości, a świadomością pozycji gospodarczej tego zaskakującego kraju… Fascynowały nas szpalery słupów zwieńczone tętniącymi życiem rodzinnym bocianimi gniazdami; niezliczone lości przydrożnych, blaszanych Jezusów, przywodzących na myśl wyznawany ponoć w mniej cywilizowanych zakątkach kult wampiryzmu; wałęsające się samopas po ulicach krowy i konie; staruszki niczym z „Greka Zorby” o ciemnych, posągowych twarzach; osławione „rumuńskie mad-maxy” – noszące bolesne piętno lokalnych dróg wiekowe dacie ciągnące pełne pasażerów przyczepki… Odważne, lecz harmonijne kompozycje ceramicznej mozaiki pokrywającej elewacje starych domów, i kuriozalne zestawienia kolorystyczne, porażające oczy tudzież zmysł estetyczny współczesnych już pensjonatów i restauracji… Dużo by pisać … W końcowym etapie krystalizuje się obraz „mojej Rumunii” – na wpół egzotyczny, na wpół swojski, napiętnowany latami zbliżonej, socjalistycznej ideologii klimat poznanych miejscowości; ponadczasowa świeżość naturalnych pejzaży ; cierpliwy, pełen życzliwości uśmiech tamtejszych ludzi na widok naszych rozpaczliwych prób porozumienia się… I niezapomniany, monumentalny otwór naszej „wielkiej przegranej” - Zgurastie – kwintesencja rumuńskich jaskiń… W tym roku limit ekipy już zamknięty, lecz naszą rumuńską ścieżkę planujemy wydeptywać sukcesywnie także w przyszłości;) Zaprawdę, warto z Rumunią i jej niepowtarzalnym klimatem zmierzyć się osobiście…
|
|
| Zmieniony ( 28.07.2010. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|