|
To już kolejna wizyta w Czarnogórze, lecz w masywie Durmitor nasza pierwsza. Masyw ten rozciąga się w północno zachodniej części kraju. Zasadniczym celem wyprawy było poszukiwanie obejścia zawaliska w jaskini Samo Lepo (-321), a takż penetracja powierzchniowa. Działalność w górach miała odbywać się w oparciu o opiekujących się tym terenem Serbów z belgradzkiego klubu jaskiniowego.
Podróż
Do Czarnogóry dostaliśmy się dwoma drogami: lądową i powietrzną. Obie przyniosły wiele przygód, aczkolwiek lot samolotem nie prędko będzie zapomniany przez Marcina i Majkę (z powodu gigantycznych pożarów w okolicach Dubrownika, musieli lądować przymusowo w Zadarze). Reszta gratów dojechała na miejsce samochodem, a z nimi Bartek, Janusz i Rafał.
Działalność Gdy już nasze moce zdołały połączyć się w Łabiljaku, postanowiliśmy mimo kiepskiej pogody ruszyć z transportami w góry. Mając w pamięci opisy, iż pogoda tam nie jest łaskawa nie należało się spodziewać plaży. Załadowani namiotami i zapasami na pierwsze dni ruszyliśmy do góry, pogoda parszywa, wiatr, mgła i mżawka nie nastrajały optymistycznie na szukanie lokum. Jedyną wskazówką przekazaną nam przez Agatę i Mira, była polana pod ścianą i duży otwór jaskiniowy powyżej, ale to przy dobrej widoczności. Po dotarciu we wskazany rejon, zaczęliśmy szukać naszej miejscówki. Byliśmy tam pierwsi, więc nie należało liczyć na niczyją pomoc. Dopiero w późniejszym terminie w okolicy swoją bazę mieli założyć Serbowie wraz z mocnym wsparciem speleologów z Anglii.
Po ok. 45 min udało nam się odnaleźć coś podobnego, do tego czego szukaliśmy ( wg wskazówek przekazanych w kraju..). Rozbiliśmy namioty i zaczęliśmy szukać wody, podstawy naszej egzystencji. Znaleźliśmy ledwie słaby ciek, który nie wróżył dobrze dla pięciu osób i około dwudziestu w dalszej perspektywie.
Dnia następnego, którego powitała nas piękna pogoda, okazało się że dzień wcześniej, szukając naszego miejsca chodziliśmy w kółko. Wszystko było jak na dłoni widoczne ze szlaku, no ale nie w tak gęstej mgle. Niestety problem z wodą się nie rozwiązał, udało nam się zamontować zmyślne urządzenie, które pozwoliło zbierać wodę po nocy.
Kolejny dzień to transporty z dołu pozostałego sprzętu, na szczęście udało nam się wyjechać samochodem na przełęcz, więc 1,5 godziny to pikuś do chodzenia. Po południu dotarł znajomy Serb Mica, a z nim czterech pierwszych Anglików. Wieczorem dokonaliśmy bliższego zapoznania z Micą, pogadanki i zaznajomienie się z tematem i planami na wyprawę. Ech, te noce pod chmurką, łezka się w oku kręci....
Następnego dnia zebraliśmy się do naszej jamy, którą dzięki Micy udało nam się odnaleźć. Otwór był ledwie 15 min od obozu, bajka dla jaskiniowców, koniec z łażeniem godzinami do otworu.
Kolejny dzień to poręczowanie jaskini, które dokończyliśmy dnia następnego i stanęliśmy na obszernym zawalisku, z którego można było podejść do kolejnej sali, której strop miał wysokość 25m. Znalezione obejście kluczyło ciasnymi korytarzami, ale raczej poziomo i nie wróżyło rozwiązania. Zaczęliśmy grzebać przy ścianach w zawalisku ale, napływająca woda niosła ze sobą zagrożenie osunięcia tego co wygrzebaliśmy. Wniosek oczywisty, kopać można ale trzeba się tu zjawić na biwak i ubezpieczyć przed zawaleniem. Sił przerobowych było mało, gdyż okazało się, że Serbowie mają szkolenie i nie przyjadą na eksplorację, podjęliśmy więc decyzję o zwijaniu sznurków i zajęcie się powierzchniową działalnością.
Niski poziom wody na powierzchni przełożył się na ilość wody w jaskini. W tym roku dotarcie na dno nie kończyło się totalnym zmoczeniem kombinezonów.
Następne dni przeplatane były słoneczną pogodą i deszczem, krótkie spacery zaowocowały znalezieniem dużego źródła, które pozwoliło nam pomyśleć o toalecie.
Wraz z nastaniem pogody zajęliśmy się eksploracją powierzchniowa, a przyznany nam rejon okazał się bardzo ciekawy. Teren naszej eksploracji znajdował się za przełęczą Trojni prewor i obejmował pd-wsch stoki Minin Bogaza, aż do dna doliny. Działaliśmy dwoma zespołami dwójkowymi, co pozwoliło na penetrację większej połaci terenu.
Pierwsze obiekty MK1 i MK2 znajdują się zaraz za przełęczą w grani prowadzącej do szczytu. MK1 eksplorowany przez Micę i Marcina okazał się dość ciasny i niebezpieczny, w końcowym efekcie osunięta wanta uniemożliwiła dalszą eksploracje.
Najciekawszym znalezionym obiektem okazał się otwór o oznaczeniu MB 5, do której zjechaliśmy przedostatniego dnia. Klasyczna duża jama w której wiało po wejściu dalej. Samo wejście to spory dół zawalony śniegiem jednak, wytopione obejście pozwoliło zaglądnąć dalej. Boczny korytarz ładny ciasny, ale boczny. W drugą stroną było ciekawiej, wiało!!! meandrowało i..... była studnia zjazdowa. Po zjechaniu ok. 15 m stanęliśmy na półce nad kolejną studnią, której ściany w połowie stanowił korek śnieżny ciągnący się od samej góry!!! Brak liny nie pozwolił nam na zjechanie w dół, rzucane kamienie pozwoliły ocenić studnię na ok. 20 m, potem korytarz skręcał i zalegający na dole śnieg nie pozwał kamieniom odbijać się. Z poziomu półki w górę ciągnęły się w kierunki powierzchni duże przestrzenie. My jednak skupiliśmy się na zacisku z którego też wiało. Po wstępnych pracach eksploracyjnych, wcisnąłem się do środka, korytarze te okazały się bocznym ciągiem. Najciekawszy korytarz zakręcał dokładnie pod naszą półką i kończył się ciasną pionową szczeliną o szerokości ok. 20 cm, która pozwoliła na zobaczenie że sporo kryje się pod nami. Niestety brak sprzętu i czasu zmusił nas do odwrotu, mimo chęci zjechania....
Pozostałe znaczące obiekty to MB1, MB2, MB3 i MB4 zlokalizowane są w różnych częściach zbocza. Spenetrowany teren, choć rozległy, to obfitował w małą ilość otworów jaskiniowych, pewne zbadane przez nas obiekty były oznaczone wcześniej kopczykami, prawdopodobnie przez poprzedników Mirka L. i Agatę M., oraz przez Darka F. Znaleźliśmy również kilka obiektów namierzonych przez międzynarodową wyprawę z lat siedemdziesiątych XX w.
Nie licząc MB5 pozostałe obiekty nie należały do wielkich. Przeważnie kończyły się pojedynczymi studniami z zawaliskami, bądź korkami śnieżnymi. Mocno zerodowane i ostre jak brzytwa otoczenia otworów utrudniały asekurację.
Powrót do kraju przez piękne rejony Czarnogóry dostarczył niezapomnianych wrażeń i utrwalił w naszych głowach pozytywne spojrzenie na tą część Europy.
W wyprawie udział wzięli:
Marcin Kubarek „Qb" - STJ KW Kraków
Bartek Berdel - KKTJ
Rafał Pietrucha „Pietruch" - STJ KW Kraków
Mica DmitrijeviÄ? Akademski Speleološko - AlpinistiÄŤki Klub z Belgradu
Maja Tomaszewska - nie zrzeszona
Janusz Kania - nie zrzeszony
Podziękowania dla Agaty M. i Mira L. za zaproszenie do działalności w tym rejonie. Warto zobaczyć: Foto Czarnogóra 2007 |